X
Narodowy Spis Powszechny Ludnoci i Mieszka 2021
RSS facebook
BIP Biuletyn Informacji Publicznej

eUrząd

ePUAP
Znajdź żłobek

Pogoda Serwis pogodowy IMGW
Miejski Ośrodek Kultury
Miejska Biblioteka Publiczna
Miejskie Centrum Sportu i Rekreacji
MMKS Nowy Targ
Nowy Targ - stolica Podhala miasto z 670-letnią historią, określane przez wszystkich Górali jako Miasto.

» więcej o mieście

Nasze Osiągnięcia

ISO9001:2015

#ekoLiderzy2018

JP II Nowy Targ
Nad Dunajcem
Album-Ocalic
NT Szlak Rowerowy
Rowerowy Nowy Targ
PAP Samorząd
Miejska Orkiestra
nowytarg24.tv
PPUZ
NFOŚiGW
Czyste spalanie
Amazonki
Fundacja im. A. Worw
Aeroklub
WKU Nowy Targ
Pakiet dla średnich
Malopolska

Google Translate - tłumaczenie maszynowe strony:

           
Aktualnie stronę ogląda osób: 211
Stanisław Kołodziejski, adwokat i oficer

- W styczniu 1945 roku wojska radzieckie rozciągały swą władzę nad ziemiami polskimi, co najboleśniejsze za przyzwoleniem Stanów Zjednoczonych i Anglii, spełniających wszystkie życzenia Stalina, zapominających zupełnie, że zwłaszcza Anglia tak wiele zawdzięczała polskim siłom zbrojnym walczącym na różnych frontach w obronie jej żywotnych interesów - wspomina dr Stanisław Kołodziejski, znany nowotarski adwokat, a w czasie niemieckiej okupacji żołnierz ZWZ, AK i BCh. - W sytuacji, gdy przyszłość Polski nie mogła napawać nadzieją, trzeba było pomyśleć o zabezpieczeniu własnej przyszłości w sposób uniezależniający, w jakimś przynajmniej stopniu od porządku niesionego na sowieckich bagnetach...

Choć dr Stanisław Kołodziejski urodził się w 1918 roku w Kodraniu w województwie łódzkim, w starej pochodzącej z Mazowsza rodzinie szlacheckiej herbu Ostoja, to w Nowym Targu spędził większość swego życia i zdobył szacunek jego mieszkańców. To właśnie tu zastało go zakończenie II wojny światowej i to tu pozostał prowadząc aż do tej pory własną kancelarię...

Stanisław Kołodziejski już po wojnie, jako nowotarski adwokat. Fot. Archiwum rodzinne dr. Stanisława Kołodziejskiego

Edukację pan Stanisław rozpoczął w rodzinnych stronach. Tuż po ukończeniu gimnazjum, naukę kontynuował w liceum typu neoklasycznego im. Piusa X kurii diecezjalnej we Włocławku. - W tym czasie w tamtejszym seminarium duchownym, jako profesor pracował późniejszy Prymas Tysiąclecia Stefan Wyszyński, którego miałem szczęście spotykać codziennie w czasie spacerów w należącym zarówno do seminarium, jak i liceum ogrodzie - wspomina pan Stanisław Kołodziejski. Potem rozpoczął on studia filozoficzno - teologiczne na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kontynuował je, mimo okupacji, aż do 1941 r. na tzw. studium domesticum. Nauka była prowadzona w bardzo trudnych i niebezpiecznych warunkach. Do dziś z trwogą pan Stanisław wspomina, jak któregoś dnia niespodziewanie do zabudowań zajmowanych przez seminarium wpadli gestapowcy. Najpierw szybko wszystkich policzyli, a potem oświadczyli, że ich aresztują. Tak było przez tydzień, do czasu interwencji u gubernatora Franka samego księcia arcybiskupa Adama Sapiehy wraz z przybyłymi na wspólną konferencję biskupami z Generalnej Guberni. To dzięki niej gubernator cofnął nałożony na studentów areszt domowy. Pan Stanisław, choć był zmuszony przerwać naukę, nie poddał się. Podjął kolejne studia, tym razem w Warszawie, na Wydziale Prawa Tajnego Uniwersytetu. Pomógł mu w tym pan Łaniewski, były oficer osobistej ochrony marszałka Józefa Piłsudskiego. - Trudne to były studia, w niewielkich grupach, w często zmieniających się pomieszczeniach, w nich z zapartym tchem słuchaliśmy wykładów tak wybitnych specjalistów jak np. prof. Rafacz. Dziś z perspektywy czasu można dopiero ocenić ich wiedzę, ich wielką miłość do kraju, która kazała im codziennie narażać swe życie...

Studiując na Tajnym Uniwersytecie na Wydziale Prawa pan dr Stanisław Kołodziejski równocześnie był w Szkole Podchorążych Rezerwy, która istniała przy wydziale prawa i funkcjonowała na takich samych zasadach, jak uczelnia. Wyjaśnia on, że z uwagi na konspiracyjność obu uczelni wszyscy jej członkowie byli zaprzysiężonymi uczestnikami Związku Walki Zbrojnej. - Wstępując w szeregi ZWZ przyjąłem pseudonim Jarema. W kilka miesięcy potem ZWZ został przekształcony w AK. Pan Kołodziejski wspomina, że ze względu na trudną sytuację materialną był zmuszony podjąć pracę w powiecie gorlickim, oczywiście, nadal studiując. To wówczas zgłosili się do niego przedstawiciele miejscowych Batalionów Chłopskich: komendant obwodu Zbigniew Popowicz oraz komendant obwodowej Ludowej Służby Bezpieczeństwa Józef Dusza. Zaproponowali mu wstąpienie do BCh. - Poinformowałem ich, że jestem już członkiem AK. Zbigniew Popowicz pseud. Watra oświadczył mi, że walka jest przecież jedna i nic nie stoi na przeszkodzie w podjęciu jej i kontynuowaniu w szeregach BCh, tym bardziej że - jak twierdził - na miejscu był brak odpowiedniej placówki AK. Pan Stanisław podkreśla, że wobec tych argumentów zdecydował się na wstąpienie do BCh. - Zostałem zaprzysiężony przyjmując pseud. Jaksa. Dodaje, że zaraz potem zlecono mu ze względu na przeszkolenie wojskowe zorganizowanie najpierw plutonu, a potem kompanii BCh w Bobowej oraz w jej okolicach.

Dziś wspomina, że był to bardzo stresujący okres w jego życiu. Cały czas kontynuował bowiem i studia prawnicze, i uczęszczał do podchorążówki oficerów rezerwy. - Któregoś dnia jesienią 1943 r., po powrocie do domu około godz. 17 gospodarz poinformował mnie, że przed chwilą było dwóch funkcjonariuszy gestapo, którzy o mnie pytali. Sytuacja była niebezpieczna, zabrałem tylko najpotrzebniejsze rzeczy i szybko oddaliłem się z miejsca swego zamieszkania. Pan Stanisław podkreśla, że miał spory problem, by w ciągu kilku godzin znaleźć dla siebie nowe lokum. Jednak nie tylko. Musiał ostrzec kolegów tych z prawa i z podchorążówki. To w końcu także w jego mieszkaniu odbywały się tajne komplety... Wszystko to było dla niego bardzo wyczerpujące i stresujące. - W tym okresie mieszkając przy ulicy Czackiego przez kilka tygodni spałem z załadowanym i gotowym do strzału karabinem, w każdej chwili spodziewając się wizyty gestapo. Pan Stanisław wspomina dramatyczną chwilę. Jechał do Warszawy. W Koluszkach czekał na zmianę pociągu. Pech chciał, że zaczęła się łapanka. Niemcy skierowali się w jego stronę, więc nie namyślając się wiele i słysząc zapowiedź nadjeżdżającego pociągu z Niemiec, wskoczył do niego. Usiadł przy oknie. Pociąg ruszył. Pan Stanisław dojechał szczęśliwie do Warszawy. - Trzeba było widzieć zdziwienie i zaskoczenie na twarzach funkcjonariuszy żandarmerii niemieckiej prowadzącej łapankę, gdy zobaczyli, jak wsiadam do pociągu przeznaczonego wyłącznie dla Niemców. Pan Stanisław, co istotne, znał jednak doskonale język niemiecki, co go wielokrotnie uratowało. Jeszcze tragiczniejsze w skutkach mogło być dla niego inne wydarzenie. W czasie gdy był już desygnowany na dowódcę kompanii BCh w Bobowej, był zmuszony pojechać do Warszawy po konieczne materiały szkoleniowe, w tym i te wydane przez Polskę Podziemną. Załadował je w Warszawie do walizki i ruszył do Bobowej. W Piotrkowie zauważył na dworcu pustkę. Dopiero potem dowiedział się, że dwa dni wcześniej na dworcu zastrzelono dwóch gestapowców. - Gdy pociąg ruszył, do mojego przedziału wszedł oficer gestapo. Widząc moją walizkę powiedział "Machen Sie den Koffer auf". Gdy ją otworzyłem, zapytał "Was haben Sie drinnen?" Równocześnie wziął do ręki instrukcję broni niemieckiej i ją otworzył. Na szczęście nie znał języka polskiego, a otworzył ją w miejscu, gdzie nie było rysunków technicznych. To była arcyniebezpieczna sytuacja. Uchwyciłem książkę z drugiej strony, co uniemożliwiało jej kartkowanie i zacząłem wyjaśniać, że wiozę stare książki i jadę do rodziny, która mieszka w Wartengau, gdzie prowadzi duże gospodarstwo rolne. Tłumaczyłem, że ojciec ciężko zachorował i muszę pomóc w prowadzeniu gospodarstwa. Pan Stanisław dodaje, że znając doskonale niemiecki rozmowę mógł prowadzić spokojnie. Przyjęła ona nawet charakter życzliwej. - Oficera zainteresowały warunki panujące w Wartengau, pytał o rodziców. W pewnej chwili pozostawił otwartą książkę w moim ręku i powiedział "Danke schön, machen Sie den Koffer zu. Glückliche Reise". Sytuacja, która mogła skończyć się tragicznie, zakończyła się szczęśliwie, ale kosztowała mnie ogromnie dużo zdrowia...

Za tydzień dalsza część wspomnień pana dr. Stanisława Kołodziejskiego, za które dziękujemy w imieniu własnym i naszych Czytelników.

BEATA SZKARADZIńSKA

Print Informacja z dnia 27-10-2008, opublikowana przez: Mariusz Foryt była czytana 3824 razy
Źródło: Dziennik Polski więcej z tej kategorii (Dziennik Polski)

Podobne wiadomości:









Urząd Miasta Nowy Targ, 34-400 Nowy Targ ul. Krzywa 1, tel. 18 2611200
© 2009 Informatyka - Jeżeli widzisz błąd na stronie napisz o tym do nas
Polityka cookies i innych podobnych technologii
Klauzula informacyjna RODO
Deklaracja Dostępności
SLE