RSS facebook
Dziś mamy: poniedziałek
- 18 grudnia 2017 roku

352 dzień roku, 51 tydzień roku.
Wschód słońca: 8:30
Zachód słońca: 16:42

Imieniny obchodzą: Bogusław, Gracjan, Gracjana, Laurencja, Wilibald, Wszemir

BIP Biuletyn Informacji Publicznej

ePUAP

Pogoda Serwis pogodowy IMGW
Mapa Monitoringu powietrza
Jubileuszowy Kalendarz Imprez - 670 lat Nowego Targu
Miejski Ośrodek Kultury
Miejska Biblioteka Publiczna
Miejskie Centrum Sportu i Rekreacji
MMKS Nowy Targ
Nowy Targ - stolica Podhala miasto z 670-letnią historią, określane przez wszystkich Górali jako Miasto.

» więcej o mieście

Nasze Osiągnięcia

ISO

SLE

EKOlogiczna Gmina

Więcej Niż Energia

JP II Nowy Targ
Nad Dunajcem
Album-Ocalic
NT Szlak Rowerowy
Rowerowy Nowy Targ
PAP Samorząd
Miejska Orkiestra
nowytarg24.tv
PPWSZ
NFOŚiGW
Czyste spalanie
Amazonki
Fundacja im. A. Worw
Aeroklub
WKU Nowy Targ
Malopolska

Google Translate - tłumaczenie maszynowe strony:

           
Aktualnie stronę ogląda osób: 34

Listy ze wsi - Emigracja

Gazeta Podhalańska Nr 6 z dnia 8 lutego 1931 r.

Listy ze wsi - Emigracja.

Dawniej w okolicy mojej, gdy na roboty kto wyjeżdżał, to najdalej do Pesztu. Jechał zwyczajnie z wiosną, pracował tam przez lato w cegielni, a ku zimie z zarobionemi „dudkami” powracał. Zarobki w Peszcie niezłe były, wielu się dosyć wspomogło, przytem nic stamtąd szkodliwego, ni z obyczaju ni z nadpsutej gwary, do wsi nie przynieśli. Jakiś odsetek niewielki tych, co nie mieli do czego, ani po co wracać, pozostawał tam godząc się na dobrze płatne roboty dla młynów.

Z czasem Peszt się urwał. Juz też bowiem ludzie we wsi zwiedzieli się o Ameryce – i ten , ów śmielszy, a mogący wyłożyć na „sifkartę”, puszczał się na los szczęścia za ono morze dalekie – przy tem jęli się po wsiach uwijać różni agenci pokątni, namawiający ludzi do robót rolnych do Prus i obiecujący im świetne warunki płacy. Wabieni obietnicami do robót, które łatwo mogli, jako rolą obeznani, pojąć i mając przytem wszelkie ułatwienia w drodze i kredytowany, jakoby darmowy przejazd, zgłosili się masowo; całe kompanje ze wsi wybierały się z wiosną na „Saksy”. Nic to, że długo musieli oną drogę darmową odrabiać, że ich płacono i żywiono marnie, że ich kupami wpędzano do chlewnych baraków, że ich traktowano gorzej jak robocze bydło – pęd ku wiośnie „do Prus” nie ustawał. Zwłaszcza młodzież nieletnia, rada zawdy uchylić się od ciężącej jej ojcowskiej ręki i przykaźnych matczynych oczu, zasmakowała sobie w tych sezonach pruskich, gdzie jej, poza czasem robót, nikt nie kontrolował.

Wracali też do domów rozpustą chorzy, zepsuci, a dziewczęta nierzadko z brzemieniem.

Trwała ta epidemia pruska lat kilkanaście. Była to prawdziwa klęska dla wsi naszej, tak z punktu moralnego jak i zdrowotnego, a zarazem haniebna wysługa wrogowi. Zarobione też tą drogą fenigi nic nie sprawiły we wsi – wsiąkły w błoto, i diabeł z nich miał korzyść.

Inaczej rzecz się miała z wychodźctwem do Ameryki. Zachętą główną do wyjazdu, prócz rozsyłanych reklam interesowanych linij okrętowych, były listy pierwszych ze wsi emigrantów, donoszące o wysokości zarobków, a więcej jeszcze przysyłane rodzinom dolary lub przywożone przez powracających. Był to dla umysłów wzwyczajonych do lichej płacy na miejscu, zarobek marzenie. To też kto miał jeno przed kłopotem myśli jakie zadanie pieniężne, które go by cało – życiową pracą w miejscu nie podołał ziścić, jął przemyśliwać nocami o wyjeździe „za morze”.

Byli to więc w pierwszym rzędzie ci z młodych gazdów, którzy przyjęli świeżo gazdowanie ze skrzepłych dłoni ojców, a nie mieli skąd wziąć pieniędzy na położone w testamencie spłaty dla rodzeństwa. Także młodsi synowie gazdowscy nie żonaci, którzy dziedziczenia nie mogli się spodziewać, a część pieniężna, jaka by im z gruntu podług niskiego szacunku przypadła, za nikła, aby z tem żywot jakoś począć. Również gazdowie średni, przez wydawanie młodszych sióstr lub żeńbę braci podupadli, niemogący sobie mimo orki zaciekłej nijak dać rady, w kasach i we wsi zadłużeni, wiecznie tem skłopotani, marzący też, by kiedyś dzień bez długów pożyć. No, różnych różne braki popychały – a było takich wielu. I dziewczęta, które we wsi wydać się nie mogły, myślały o Ameryce. Tam, słyszały, każda się wyda od razu, ledwo nogą na lądzie stanie.

Wiec się wybierali, po dwóch, po trzech, dla śmiałości – że to gdzieś na kraniec świata, i dni tyle przez morze – niektórym, którzy tam już mieli krewnych , ci ułatwiali przejazd, przesyłając im w listach „sifkarty”. Coraz więcej narodu do tej nadziei – Ameryki się kwapiło.

Aleć nie lekko one dolary cenne przychodziły. Trudem mozolnym, pracą ciężką pod ziemią, w kopalniach, trza je było zdobywać. Myśl o domu, czekające tam na te dolary konieczności zdwajały jednak siły.

Trzy kategorie wychodźców „za morze”dałoby się rozróżnić. Tych co po dwóch, trzech latach pobytu, zarobiwszy na owe konieczności pareset dolarów,wracali do kraju. Tych co mając się kim zastawić w domu, a chcąc z większym wrócić trzosem, zostawali tam lat kilkanaście. Wreszcie tych, co z różnych przyczyn na stałe w Ameryce pozostali.

Marzeniem pracujących tam czas dłuższy było otworzyć salon (wyszynk), by prędszy i łatwiejszy mieć zarobek; wielu też do tej szczęśliwości przyszło. Niektórzy z dłużej tam bawiących ponabywali domy (hause), z których czynsz daje i podstawę życia.Wychodźcy też nasi w Ameryce starali się trzymać ze swoich stron razem. W Chicago np. jest dzielnica przez Podhalan prawie zamieszkana.

Zróbmy teraz bilans wychodźctwa do Ameryki; jakie zyski przyniosło wsi naszej i jakie straty?

Do zysków, i to nie małych, porachować; dopływ pieniędzy do kraju – podtrzymanie i rozwinięcie gospodarstw – rozszerzenie pojęć u chłopa naszego o ludziach i o świecie, obaczenie naoczne, że świat nie koszyczek- przypatrzenie sie jak żyje kraj unormowanej swobody – nabranie poczucia godności i wartości ludzkiej. Tam też chłop nasz przykłonił się do gazet i książki – tam dowiedział się o Polsce.

Straty też, całe nieletkie, dadzą się uważyć. Za nie wszystkimi tam powodzenie szło. Jest takich wielu, którzy zrazu pisali, przysyłali, potem znikali: ani nie wracają, ani nic nie dosyłają. Pozostałe w domu żony, radząc sobie jakoś przy pomocy nadsyłanych im dolarów – gdy te urwały się, ostały całkiem bezradne. Lata mijają, młodość uchodzi...., gdy żona dowiaduje się przez listy innych, że mąż o dom już nie dba, nie myśli wracać, że tam ma poboczną żonę – tedy i ona czuje się w sumieniu wolną, rozwiązaną ze ślubowania – i dla ślebody kryjomej otwiera dom. A gazdostwo podupada. - Wielu, którzy tam na stałe ostali, nabyli domy, samochody, czują się juz obywatelami Stanów, dzieci na Amerykanów kształcą. Cóż się dziwić robotnikowi prostemu, jeżeli Józef Conrad.............- Wracający zaś do kraju po długim pobycie, prócz nieustannie wtrącanym do gwary „Yes”, „All right” i.t.p., to już ludzie sterani. Wszyscy to w rzeczy inwalidzi. Wrócili jeszcze na ojczyznę umrzeć, ale z nich już w gazdostwie niewiele pociechy. Wyssała im siły Ameryka. Krwawo zaprawdę te dolary zdobyte. I refleksja się smutna zastanowi: czy warte straconego zdrowia. W chwilach szczerości, gdy chwalba minęła, przyznają się też, jak tam ciężko było.

Powiem wam – mówił mi jeden z takich inwalidów – tam ino bisness, dudki. Człek pracujący za maszyną stoi. Ino sie kości mijają. Jakby tu człek tak pracował, jako tam, w tej Ameryce, toby się na kamieniu szczerym chleba dorobił.

Trudno też znaleźć wagę dowodną, by stwierdzić: czy więcej strat, czy zysków Ameryka wsi naszej przyniosła. Lecz widzi mi się , że zyski przeważą.

Władysław Orkan

Aktualizacja: 30-06-2008r.
Oglądane: 3351 razy

Print Wersja do druku
Inne podstrony z tej kategorii:








Urząd Miasta Nowy Targ, 34-400 Nowy Targ ul. Krzywa 1, tel. 18 2611200
© 2009 Informatyka - Jeżeli widzisz błąd na stronie napisz o tym do nas
Polityka cookies i innych podobnych technologii
SLE